Jak moja prababcia przedstawiła mi pierwsze prawo HUNY.

Dzisiaj na porannych zajęciach, kiedy kot plątał mi się po macie, przypomniała mi się moja prababcia. Musze przyznać, że sięgnęłam pamięcią dosyć daleko, bo grubo ponad 40 lat.
Otóż we wczesnych latach 70-tych, kiedy telewizor był czymś wyjątkowym, moja ponad 90 letnia prababcia spędzała całe dnie (w godzinach, kiedy w ogóle coś było w telewizorze) rozmawiając z wielkim zaangażowaniem z postaciami z pudełka.

Wszyscy pewnie mieli niezły ubaw, ale też i spokój, bo trzeba wiedzieć, że babcina głowa płatała jej figle i czasami kiedy usłyszała jakiś hałas, to zrywała się, zbierając po drodze całe pranie z podwórka i biegła gdzieś na wschód. Albo na zachód. W każdym razie biegła przed siebie. Dramatyzmu sytuacji dodaje fakt, ze tym praniem, które babcia zwijała w tobołek były suszące się na okrągło pieluchy. Nie muszę dodawać czyje.

Tak, dzieciństwo to piękny czas.

Ale, do brzegu. Wracając do telewizora, huny, kota, no i mojej prababci.

„Świat jest taki jaki myślisz że jest” …

to doskonałe, osobliwe, spersonalizowane podejście, w którym prababcia była moją pierwsza nauczycielką, bo… dodała od siebie takie oto zdanie:

…”więc jeżeli chcesz się z nim dogadać, to po prostu go ożyw”

Dzisiaj, kiedy kiedy próbowałam spojrzeć na świat oczami mojego kota, zobaczyłam jak wyginam się na macie, mówiąc do ekranu. No i widzę (ja jako ten kot) osobę kulającą się po podłodze (czyli mnie) i mówiącą z zapałem do czegoś co jest przedmiotem (komputer).  Może kot widzi to jeszcze inaczej, ale ja widzę to tak i  na razie tylko na tyle mnie stać kiedy jestem kotem.

Historia lubi się powtarzać, choć czasy się zmieniają.

Jako dziecko też byłam takim kotem patrzącym na moją prababcię. Czad.

Znana jestem z ożywiania przedmiotów, rozmów z samochodem, rowerem, lodówką, a także z klimatyzacją. Moja wiara w samonaprawy po rzeczowych konwersacjach z rzeczami, w których czuję ich własne życie, może wydaje się bez sensu, ale działa. Ale dla mnie  najciekawsze jest to, że już wiem, skąd to mam.

Od mojej prababci – pierwszej hunistki w moim życiu.

Niech Wam już nie wydaje się dziwne, że oddychamy wątrobą, kością krzyżową, rozmawiamy z sercem albo robimy jeszcze inne rzeczy z ciałem na zajęciach.

To nic, w porównaniu z rozmową z poduszką. Serio:)